|
|
| Witaj Na początek powiedz czemuż to zakończyłeś wydawanie "Sadistic'a" i wziąłeś się za "Wolfpack'a" Na chuj Ci ten zine, skoro masz posadkę w "Morbid Noizz"? Czy wziąłeś się za niego tylko po to, by dać upust swoim fascynacjom muzycznym oraz swoim stosunku do obecnej sceny, która jest zawalona syfami pokroju "BV", do którego udzielasz w tej chwili wywiadu? Hellhound Warpig: Siemanko gaju! Musimy cofnąć się kilka lat wstecz mego usłanego różami życia, aby przypomnieć sobie co i jak i szybko zmyślić jakąś nieźle brzmiącą historyjkę o powodach takiego stanu rzeczy. Sadistic skonczył się (czy też zapadł w sen zimowy, bo nigdy nic nie wiadomo), bo zabrakło mi zapału, a że to nie fabryka Forda i zapierdalać osiem godzin dziennie nie trzeba, to zluzowałem się i pomyślałem, że zrobię nowy numer, kiedy mi się zechce. Nie zechciało mi się dość długo, to fakt. W międzyczasie Puch zaproponował mi pisanko do Morbid Noizz, na co z chęcią przystałem, potem zająłem się nawet składem graficznym tej gazety i jakoś ciągniemy ten kierat. Wolfpack powstał zupełnie przypadkiem. Niejaki Grzesiuk Paweł, zwany Paulem Gipsonem (z racji ciężkiej ręki wiecznie pokrytej gipsem - taka praca...) planował wskrzesić swojego zina, ale że "Gustlik" to była dość głupia nazwa, to zaproponowałem mu Wolfpack. Tak się stało, że jemu sił zabrakło, a we mnie wezbrały wody płodowe, więc zamieniliśmy się rolami i to ja wziałem na siebie Wolfpack, a on nieco mi w tym pomaga. W międzyczasie doszło parę innych osób, m.in. Slut Eviscerator, specjalizujący się w starej muzyce oraz tczewscy alkoholicy Longinus i Terrorizer czy Krzysiek "Wdam się w wojnę z każdym" Słyż. Nie chodzi o dawanie upustu fascynacjom, bo te są zawsze takie same (chociaż Wolfpack bazuje na ekstremie i starej szkole dlatego, że taka muzyka bardzo nam odpowiada - co nie znaczy, że nie słuchamy innej - a periodyków o homoseksualnej "sztuce" jest w tym kraju na pęczki), tylko o "chorobę" niektórych zinówców, którzy mają instynkt robienia gazetki samemu od początku do końca, choćby nawet dla siebie i 10 zainteresowanych i zawsze skończy się na tym, że jakiegoś zina spłodzą w końcu. Ja zapadłem na taką chorobę już dawno (dowodem na to wielokrotne zmartwychwstania Sadistica), także parę innych osób. I jest pięknie! A propos "Morbid Noizz", to pewnie wiele osób mieszało Cię z gównem po tym jak wystawiałeś im niepochlebne opinie w recenzjach podziemnych produktów. Myśleli pewnie, że jak pracujesz w tak dużym magazynie, to nie będziesz mógł pisać totalnie nieobiektywnych recenzji, a tu takie rozczarowanie, he, he. HW:
Trudno, co robić? Gadanie gówniarzerni, której ktoś pokazał, gdzie ich
miejsce, zachęca tylko do robienia dalej swojego, bo nic tak nie motywuje,
jak bezładny bełkot motłochu. Zawsze pisałem to, co sądzę o danym produkcie,
więc nie widzę powodu, dlaczego miałbym zacząć pisać kłamstwa tylko
dlatego, że czyta mnie parę tysięcy osób więcej. Wystarczająco dużo
mamy już takich, którzy nadstawili dupy do zerżnięcia się przez gówno
warte kapele, aby tylko zarobić 7 zeta za recenzję. Pisanie złych rcenzji
to niekomercyjny biznes, bo w tym kraju (i już lepiej nie mówić jak
w innych) panuje zasada - "ty przysyłasz płyte, my piszemy dobrą
recenzję, ty jesteś zadowolony, twoja wytwórnia się cieszy i kupuje
u nas reklamy i wtedy i my się cieszymy". Jeśli ktoś uważa, że
jestem niekompetentny do oceniania jego muzyki, albo jeśli boi się dostać
po dupie i woli towarzystwo takich, co do będą klepać całe życie po
plecach, to niech mi jej nie przysyła. "Nieobiektywne recenzje"
- co to takiego? Człowiek ma to do siebie, że kiedy zaczyna myśleć,
to staje się subiektywny, a bełkot o obiektywiźmie możemy zostawić tym,
którzy nie rozumieją tego słowa. Jak można być obiektywnym oceniając
muzykę? Wszystko opiera się na gustach. Jestem takim samym słuchaczem
jak ty. Podoba mi się to, co mi się podoba i o tym piszę, a że jestem
niezależny to mogę pisać co zechcę. W tworzenie "Wolfiego" zaangażowanych jest w ciul osób, każda z nich ma jakieś swoje 12 groszy do wciśnięcia. I tak się zastanawiam, bo zwykle bywało tak, że jak za robienie zina brało się kilka osób to wychodził z tego jakiś nieskładny bełkot, a "Wolfpack" to zupełne przeciwieństwo tej teorii... Jak myślisz, z czego to wynika? W dodatku jeśli chodzi o wrażenia wizualne to chyba jest to najlepszy zine jaki wyszedł na polskiej ziemi... HW: Jak to z czego wynika? Z tego, że władczą ręką trzymam tę hołotę za mordę, więc piszą ładnie i składnie. Nie toleruję zinów czy webzinów, których egzystencja polega na tym, że "napisałeś coś, to przyślij, a my to umieścimy". Uważam, że każdy w Wolfpacku ma coś konkretnego do powiedzenia i wszyscy mamy mniej więcej takie same poglądy na otaczające nas sprawy, dlatego całkiem zgrabnie nam to chyba wychodzi. Jeśli chodzi o stronę graficzną, to po prostu zrobiłem to tak, jak uważałem za estetyczne i tak, jak chciałbym to widzieć. Jeśli ludziom się podoba, to ekstra. Mnie też się podoba, choć na pewno nie jest to szczyt moich możliwości. Co Wam się tak nie podoba w podziemiu? Są przecież zajebiste zespoły, które po nagraniu demówki zachowują się już jak wykurwiści profesjonaliści i w dupie mają pozostałych, są ziny, w których to kolesie nazywają siebie redaktorami... Przecież to zupełnie normalne w podziemiu, nie? HW:
Ja w ogóle nie przyjmuję do wiadomości, że istnieje coś takiego, jak
polskie podziemie. Wiem, wiem, Wolfpack sprzedajemy właśnie w polskim
podziemiu, ale naprawdę, nie muszę czuć się jego częścią, żeby go sprzedawać.
Po prostu ludzie chcą kupować, więc kupują. Cieszę się, jeśli jeszcze
coś z tego zrozumieją, to będzie naprawdę zajebiście i może ta muzyka
odetchnie troche, bo chwilowo przygnieciona jest takim szambem, że strach
podchodzić. Słucham kilku polskich zespołów i zawsze będę słuchał tych,
które wpadną mi w ucho i spodobają mi się... A że mało takich wyłapuję?
Na Polsce świat się nie kończy, a drobnomieszczaństwo i gwiazdorstwo
polskich kapel, które w dodatku nic sobą nie prezentują, potrafi skutecznie
zniechęcić do przejmowania się istnieniem tejże wspólnoty, gdzie scena
jest ważniejsza od muzyki. Wielu zastanawia pewnie numeracja "Wolfpack'a". Najpierw była "100" i teraz numeracja idzie w dół. Co to ma być? HW: Cóż.. Numeracja akurat nie jest dla nas ważna, hehe... To było takie oczywiste, że nastepny numer to będzie 200 albo 101, więc zrobiliśmy 99, hehehe... Nie wiem jeszcze jaki numer będzie miał kolejny, ale na pewno nie 88, bo się chujowo kojarzy, haha! Czy kolesie z WOLFPACK'a nie kontaktowali się przypadkiem z Wami a propos takiej samej nazwy i loga? Lubicie w ogóle muzyczkę Szwedów, która raczej metalowcom się nie spodoba (choć może się mylę?) choć jest to niezły wygar i te wszystkie pseudo blacki to przy nich pikuś? Planujecie z nimi wywiad do kolejnego "Wolfpack'a"? HW: Szwedzki WOLFPACK zmienił nazwę na WOLFBRIGADE, niestety prawdopodobnie nie z naszego powodu, a szkoda, hehe... Mam kilka ich płyt wydanych jeszcze jako WOLFPACK i uważam je za zajebiste. Zresztą nie przeczę, że to właśnie od nich ukradliśmy nazwę, a koniec końców też logo, ale jakoś nie dręczą mnie wyrzuty sumienia, szczególnie, że zmienili nazwę, hehe. Planowałem wywiad z WOLFPACK, ale nie jestem na bieżąco z ich wydawnictwami i ogólnie niewiele o nich wiem poza tym, że mam te kilka płyt, więc dałem sobie spokój. Może w przyszłośći? No i teraz czas zadać parę pytanek dotyczących HANGÖVER. Co to jest, skąd to się wzięło? Ponoć zrzynacie z takich kapel jak GEHENNAH, INFERNÖ, MOTÖRHEAD, VENOM... Ładnie to tak? Pewnie, najlepiej iść na łatwiznę i zrzynać z innych kapel... HW: Stary, my byśmy chcieli zrzynać z Gehennah, ale nie umiemy grać! My przy Gehennah to tak jak stary Bathory przy Cynic. Kiedyś nauczymy się grać, albo znajdziemy sobie kogoś, kto zagra za nas, to może wyjdzie nam jakaś kopia Gehennah albo Venom, ale wątpię. Te kapele są wyjątkowe i powinny być otoczone kultem. Szczególnie Gehennah, bo Venom nie słyszałem... To ta kapela, co zagrała cover Cradle Of Filth - "Black Metal"? Coś słyszałem, ale nie jestem pewien... Jako że temat zrzynania uważam za zamkniety, ale nigdy nie wiem do końca co mówię, wspomnę też, że my się nie wstydzimy zrzynać, albo robić z siebie idiotów, bo wiemy, że robimy to dla jaj, kiedy nam się chce, a nie robimy z siebie męczenników, że niby gramy, żeby zniszczyć Jezusa, albo chronić białą rasę, bo jak wiadomo każdy Polak to Aryjczyk. Nie moja wina, że wszędzie, gdzie wysłaliśmy nasze demo z nadzieją na jakieś obelgi, które moglibyśmy wydrukować na koszulkach, dostaliśmy pozytywne recenzje. Nie zawiódł nas tylko Osmose Productions, którzy odmówili wydania nam płyty. Do tej pory macie demo "Terrorbeer", split 7" z GEHENNAH. Jaki był odzew na te wydawnictwa? Czy jakieś dziewoje przysyłały Ci w listach swoje akty, ażeby usłyszeć chociaż skrawek twórczości HANGÖVER? HW: No split z Gehennah to jest wydawnictwo, które obecne jest tylko w głowach "muzyków" grup Hangöver i Gehennah. Czasem spotykamy się i mówimy, że zrobimy to, ale kiedy już trzeba coś nagrać to pojawia się ktoś z korkociągiem i trzeba wtedy znaleźć jakąś flaszkę, żeby się korkociąg nie marnował. Chwilowo Ronnie Ripper z Gehennah w momencie przypływu inspiracji napisał dla nas jeden tekst "Pornwatcher", do którego muzykę w przypływie inspiracji zrobiliśmy. Na wydanie epki ostrzy sobie pazury Niemiec z Iron Bonehead Productions, ale mamy jeden problem - nie nagraliśmy jeszcze na nią zbyt wiele, ale pocieszamy się, że mamy na to całe życie. Dziewoje nic nam nie przysyłają, więc powoli dochodzimy do wniosku, że nie warto było zakładać kapeli, bo i tak na nas nie lecą. Może dlatego, że nie noszę prześwitującego podkoszulka? No, ale po co mi on, skoro przez niego byłoby mi widać tylko żebra? Czy "Terrorbeer" nagraliście tylko we dwójkę: Ty i Slut Eviscerator? Bo teraz podobno skład został poszerzony? Któż to taki zasilił szeregi HANGÖVER? HW:
"Terrorbeer" powstał we dwójkę, przy udziale znanej wróżki
Malty z Dębicy, która wróży z obsranych gaci (albo z sików, ale to mniej
pewne). Od tej pory skład staje się bardzo płynny. Podczas jednej libacji
doszło do nas dwóch członków Devilyn, podczas innej z kolei ktoś z Azarath,
a ostatnio nawet z Unpure (Szwecja), co już było przegięciem pały. Tak
czy owak, niedługo będziemy mieli skład większy od Haggard, ale biorąc
pod uwagę, że i tak nic nie nagrywamy, to możemy się wyluzować. Niedługo ma być kolejne demo "Drunk & Antichrist". Zmiany stylu raczej nie można się spodziewać? Nadal będziecie gwałcili nasze uszy tą prymitywną łupaniną? HW: Zawrotne tempo komponowania sprawia, że nasze nagrania stają się kultowe już w dwie minuty po zakończeniu nagrań, bo wiadomo, że i tak ukażą się dopiero za dwadzieścia lat, kiedy komuś zechce się dograć resztę. Utwór "Drunk & Antichrist" nagrany na nowe demo okazał się zasadzką, bo wyszło nam coś pokroju starego Bathory czy Carpathian Forest i chuj wie, co z tym teraz zrobić, więc się zluzowaliśmy, bo pojawił się ktoś z korkociągiem. Zrobiliście cover BATHORY "Sacrifice". Czy ten utwór znajdzie się na następnej demówce? Może planujecie jeszcze jakieś przeróbki, np. ABBA albo BONEY M.? HW: Zrobiliśmy, ale tylko pierwsze 58 sekund, kiedy zapomniałem tekstu, a poźniej już nam się nie chciało. Poza tym zagraliśmy to tak szybko, że przy pierwszej zwrotce, kiedy wyrzuciłem z siebie zdecydowanie za szybko Iwalkedamongthelivingdeadanddemonsinthesky, puścił mu jakiś nerw w tyłku i zaczął napierdalać mnie pośladek, dlatego udałem się na rehabilitację. Przeróbki dyskotekowych przebojów to teraz dymany temat. Każdy to robi. Poza tym nie umiemy grać, więc nie bierzemy się za przeboje lepszych od nas. Bathory to wyjątek. On w 1983 umiał wprawdzie więcej od nas, ale przecież i tak zagraliśmy tylko 58 sekund. Dlaczego Wy jesteście takie chamy, że zamiast walnąć wywiad z jakąś obiecującą grupą doom/gothic to marnujecie strony "Wolfpack'a" na wywiady z samymi sobą? Co to ma znaczyć? HW: Przecież nie ma obiecujących grup. Mamy za to w naszym kraju taki oksymoron jak "legendarna nadzieja death metalu", a to już wystarczy. Właściwie to nie był wywiad z samymi sobą, bo pytań nie zadawałem ja, tylko Krzyżtof "Zakompleksiony cwaniaczek" Słyż na spółkę z Jesionką, to znaczy z Aeternum. Właściwie to zrobiliśmy dwa wywiady z samimi sobą, bo Longinus (Azarath) współtworzy Wolfpack, a i z nim był wywiad w numerze 99. Poczekaj nie, przecież był też wywiad z Witchmaster, a z Witchmaster dwóch coś pisze u nas! Ale syf!!! Dobrze, że Gipson nigdzie nie gra, chociaż miał kiedys pankowy zespół Wymiana Gazów, poza tym śpiewał w TOG (o tym dalej). Szykuje się nowy numer "Wolfpack'a", i to szybciej, niż się wszyscy spodziewają (pewnie już jest jak czytacie to ścierwo). Co tam ciekawego tym razem szykujecie? Może zdradzisz jakieś szczegóły... HW:
Och jes. Nowy Wolfie ukaże się pod koniec marca 2002 (nie wyrobimy się
niestety na 8 marca), ale nieco za wcześnie na szczegóły. Na pewno jednak
będą wywiady z Impaled Nazarene, Bewitched, Arkhon Infaustus, Nocturnal,
Diabolicum, Dornenreich, Corvus Corax, Hades Almighty, Pagan Rites,
Nun Slaughter i pare innych. Znowu damy kopa w dupę, a co tam... Jak tam Twój band PASZTETOWA? Można liczyć na reaktywację tego boys bandu? HW: Pasztetowa to już w tej chwili kult. Zaczynaliśmy tworzyć tę inkarnację zła około roku 1994 więc w dobie rozkwitu black metalu, więc pewnie dlatego nie zasłynęliśmy na szerszą skalę, chociaż mieliśmy w repertuarze cover Samaela, którzy zreszą przez brać z czarno białymi ryjami uznawani byli wtedy za pozerów. Można powiedzieć, że Pasztetowa niejako odrodziła się w okolicach 1999 jako Triumph Of Gore (TOG), ponieważ oba zespoły bazowały na lepieniu do kupy sampli... TOG osiągnał więcej, bo wystąpił na koncercie jako support (?!) dla Behemoth i zdegustował lubelską młodzież. Zagraliśmy z playbacku, ale i tak wszyscy się cieszyli, a nasz basista wypierdalał solówki nawet kiedy wypadł mu kabel z basu. Na koniec ktoś rzucił świńskim łbem ze sceny i uszkodził jakowąś metalówkę na sali, za co przepraszamy, usilnie kłamiąc, że to się więcej nie powtórzy. Na zdjęciach prezentujecie się na motorach. Nie będę tu może określał marki, bo się nie znam na motorach, może to junaki, albo inne emzety, ale mam pytanie. Którego z Was są te wehikuły? A jeśli nie są Wasze, to z której szopy ze wsi pod Lublinem je zajebaliście? HW:
Nic szokującego - Yamaha Virago 250 i Honda Silver Wing czyli takie
lepsze motorynki. Ten drugi poszedł niesztety siem jebać, więc jeździ
teraz tylko Slut Eviscerator, a ja siedzę w domu i odpowiadam na wywiady,
jak na piosenkarza przystało. Jako że nasze, to o szopach nie będę się
wysilał, choć jest pod Lublinem jedna szopa z pięęęknymi motocyklami,
uurrghh!!! Co tam ciekawego piszczy, jęczy bądź wyje w Lublinie? Organizujesz (albo ktoś z Twoich znajomków) koncerty? U nas w Łodzi to jest chujnia, gostki przychodzą tylko jak jest koncert BEHEMOTH albo innej "gwiazdy". Jak grało DAMNABLE przypełzło ze 60 osób (no, faktem jest, że to bardziej ekstremalna muza). Jakieś nowe ciekawe kapele pojawiły się nad Lublinem (oprócz HANGOVER oczywiście, he, he)? Co tam z C*****T, któremu swego czasu pomagałeś? Dużo ludzi narzekało na ich gwiazdorstwo... HW:
W tym smutnym jak pizda mieście nic się nie dzieje i nigdy nic nie działo.
Od kiedy padł Infernal Death zine, to nie ma nawet co poczytać, a posłuchać
to nigdy nic nie można było, więc tę chlubną tradycję miasto Lublin
kontynuuje do dziś. O nie, przepraszam, były kiedyś zespoły Dementia
i Aeternus, ale to było tak dawno, na boga! Koncerty nie wiem, nie bywam...
Specjaliści mówią, że to dlatego, że się boję, a w końcu specjalista
to specjalista! Wiocha zabita dechami i gdyby nie ten Majdanek to wszyscy
szanujący się metalowcy-indywidualiści nie mieliby gdzie sobie zdjęć
robić. Co masz do powiedzenia krótkowłosym pozerom do których i ja się zaliczam? HW: If you wear short hair you better beware - this is METAL WARFARE!!! No i na koniec ostatnie bluzgi. HW:
Machaj głową dla Szatana! |
|
|